Domowy bulion

Zapraszam wszystkich na kolejny wpis o tym dlaczego i czy warto zdecydować się na zakup Thermomixa. Zainteresowanych odsyłam do części pierwszej, którą znajdziecie tu. Udanej lektury.

Jak już wiecie, Themormix doskonale mieli, ma wbudowaną wagę, a nawet podgrzewa. To funkcje, dzięki którym „kładzie na łopatki” inne urządzenia tego typu. Okay, ale co z przepisami? Jak wygląda rzeczywistość po idealnym pokazie?

Moje początki

Pomimo, że gotowanie z Themormixem jest banalnie proste, początki bywają trudne i tak też było w moim przypadku. Zachęcona pokazem, jak tylko rozpakowałam i podłączyłam urządzenie, rzuciłam się na lodówkę, by sprawdzić co mogę przyrządzić. Okazało się, że mam wszystko na ciasto. Bez namysłu znalazłam w internecie przepis na ciasto z kruszonką i zabrałam się do roboty. Efekt końcowy niestety nie był zadowalający. Zakalec i zbyt dużo wanilii spowodowało, że ciasto zamiast na stole, znalazło się w koszu na śmieci. Oczywiście nie zniechęciłam się bo wiadomo, że początki bywają trudne.

Kolejnym przepisem, który postanowiłam wypróbować i tym razem z oryginalnego przepisu były kostki rosołowe – wegetariańskie. Nie będę się rozpisywać, by was nie zanudzić. Niestety i w tym przypadku poległam na całej linii. Kostki (niby banalnie prosty przepis) okazały się pomyłką. Po krótkiej rozmowie z konsultantką doszłam do wniosku, że nadto poszalałam z ziołami. Zamiast dwóch gałązek tymianku dodałam cztery, zbyt dużo cebuli itp. W konsekwencji kostki bulionowe wyszły zdecydowanie za cebulowe z nieciekawym posmakiem tymianku. I tym razem, to co zrobiłam, wylądowało w śmietniku.

To oczywiście nie koniec ;). Moja przygoda z Themormixem powoli zaczęła nabierać rumieńców, ale o tym następnym razem.

Źródło zdjęć: pixabay.com

Dodaj komentarz

(*) Required, Your email will not be published

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.